Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
  • Drukuj

 San Juan Parangaricutrio czyli ruiny pośród lawy

71 lat temu miało miejsce dość niezwykłe wydarzenie.  Dokładnie 20 lutego 1943 roku pewien rolnik, Dionisio Pulido stał się światkiem niezwykłego starywoolkanwidowiska. Zajęty pracą na swoim polu kukurydzy nie zwracał uwagi na otoczenie dopóki nie usłyszał dźwięku przypominającego grzmot oraz nie zobaczył rozpadliny w ziemi o długości ponad 40 metrów. Chwilę potem, jak mówił Dionisio, drzewa zaczęły drżeć, ziemia ruszać się i na jego oczach zaczął wypiętrzać się stożek mniej więcej 2-2,5 m wysokości. W tych oto okolicznościach rolnik stał się światkiem narodzin wulkanu czego, jak mniemam nie każdy, ma okazję być świadkiem. Przez kolejne dni wulkan rósł systematycznie; w ciągu doby ponad 10 metrów. Kiedy ciszę przeszyły odgłosy wybuchów, nowonarodzony wulkan zaczął wyrzucać popiół ze swojego krateru. Noc rozjaśniał poblask jaki dawała lawa, która obróciła niewielkie poletko Dionisia w ruinę. Po tygodniu, wulkan mierzył 50m wysokości i nie przestał rosnąć oraz nie uspokoił się, aż nie osiągnął wysokość ponad 400 metrów. Nie stało się to z dnia na dzień, jednak z uwagi na aktywność wulkanu, materiał piroklastyczny oraz lawę, dwie miejscowości zostały ewakuowane i przestały istnieć. I pewnie, pokryte grubą warstwą popiołu i lawy, zniknęłyby z ludzkiej pamięci, gdyby nie pewne ruiny nigdy nieukończonego kościoła San Juan, który miał służyć mieszkańcom miasteczka o tej samej nazwie, oraz mieszkańcom pobliskiej wioski o nazwie Paricutín.

krata-wulkan-na-polu

Obecnie wulkan Paricutín ma 3170 m wysokości. A pośród morza zastygłej lawy wystają ruiny pięknego kościoła San Juan, któremu niepisane było zostanie domem Bożym, ale całkiem sporą atrakcją turystyczną, która ściąga do tego biednego regionu licznych turystów oraz artystów. Nakręcono tu kilka teledysków i zrobiono kilka pięknych zdjęć. Wulkan oraz ruiny kościoła leżą w stanie Michoacán, w dość odludnym miejscu. Będąc jednak w okolicy zachodniego wybrzeża Meksyku warto wybrać się, by podziwiać ten niecodzienny i jakże sprzeczny widok. Stojąc w ruinach i podziwiając panoramę warto wiedzieć, że lawa zakryła 25km2 powierzchni i tuż pod nią, zaraz obok ruin leżą pogrzebane domy. Na szczęście nikt nie zginął w czasie aktywności wulkanu. Pogrzebano jedynie wspomnienia i dobytek jego dawnych mieszkańców. Paricutín oraz jego atrakcje znajdują się na liście Siedmiu Naturalnych Cudów Świata.

Kasia Huminiak - Kozłowska

 

 

Share Button